No ale w sumie miała rację. Szlachta to te bogate ciule, co nie mieli skrupułów, aby donosić na kogokolwiek biednego. Czyli mieszczuchy, czyli dobrze w sumie
@malinowy_kot: To ze zmęczenia, bait, czy coś przyćpałaś? Jeśli drugie to niezły, jeśli pierwsze albo trzecie to weź coś zjedz, napij się wody i prześpij się trochę, bo mózg ci się zaczyna smażyć :<
@malinowy_kot: Widzę sporo dziur w twoim rozumowaniu:
-wielu donosicieli wcale nie było bogatszych od tych, na których donosili - wręcz przeciwnie, często robili to w nadziei na uszczknięcie czegoś dla siebie, i bywało że nawet tak się działo, a wiele z tych donosów było ze zwyczajnej zawiści i podyktowanych syndromem niższości - choć, oczywiście, nie brakowało i depczących po palcach wspinających się wyżej, ale daleko nie zawsze to szlachcice tak robili, nie trzeba tytułu żeby być gnojem
-szlachta, przynajmniej polska, dzieliła się na klasy - magnaci, o których pewnie myślisz, zagrodowa - posiadających majątki ziemskie z których mogli się utrzymać, ale bez fajerwerków jak ci pierwsi, i golce ("gołota"), którzy od chłopów różnili się tylko tytułem, a bywało że więcej niż jedna rodzina "miała" jedną chłopską zagrodę (jeśli w ogóle jakąś mieli), z której dochody stawiały ją na niższym poziomie życia niż owych chłopów - jeśli oglądałaś/czytałaś "Ogniem i mieczem", Rzędzian był w zasadzie golcem, i po prostu musiał służyć, jeśli sam nie chciał biedować
-"bogate ciule" za PRLu (i imo później) to goście którzy nachapali się w trakcie zabierania majątków - tego czego nie wywieźli wcześniej Niemcy, na wysiudywaniu rolników z ich własnej ziemi przerabianej na PGRy, w skrócie na wszelkich możliwych przekrętach; ktokolwiek ze szlachty do tego momentu dożył z jakimkowiek majątkiem, a nie było ich wielu, miał szczęście jeśli tylko został pozbawiony tegoż bez tracenia i życia. Kojarzysz może hasła komunistyczne o zabieraniu burżujom? Na tym etapie wśród bogatych szlachta to był niewielki procent. Zagrabione mienie posłużyło co chytrzejszym i bardziej bezwzględnym z grabiących, wśród których, zapewniam, było wielu donosicieli i konfidentów, których tak nie lubisz, do stania się tymi właśnie bogatymi ciulami
-mieszczuchy, to lekceważące określenie na ludzi mieszkających w miastach; nie jestem pewna dlaczego w twoim słowniku określa osoby z przerostem ego, czy też, ponownie, z syndromem niższości, cierpiące przez postrzegane przez siebie braki dopóki przez moment nie znajdą kogoś, kogo mogą zgnoić; znam sporo osób zarówno z miast, jak i ze wsi, i zapewniam że wśród obu grup znajdą się i tacy, i osoby dla których liczy się wyłącznie czy ktoś jest dobrym człowiekiem, a zawartość jego portfela mają głęboko w... poważaniu
Komentarze
Odśwież11 października 2025, 00:43
Odpowiedź to "konfidenci"
Odpisz
10 października 2025, 13:45
Było
Odpisz
10 października 2025, 12:57
No ale w sumie miała rację. Szlachta to te bogate ciule, co nie mieli skrupułów, aby donosić na kogokolwiek biednego. Czyli mieszczuchy, czyli dobrze w sumie
Odpisz
10 października 2025, 15:09
@malinowy_kot: Zgaduję, że z historii nie byłaś prymuską.
Odpisz
10 października 2025, 16:50
@malinowy_kot: To ze zmęczenia, bait, czy coś przyćpałaś? Jeśli drugie to niezły, jeśli pierwsze albo trzecie to weź coś zjedz, napij się wody i prześpij się trochę, bo mózg ci się zaczyna smażyć :<
Odpisz
12 października 2025, 17:31
@smok_nad_rozlewiskiem: po prostu nienawidzę mieszczuchów (tych takich, co biedniejszych mają za śmieci, na wsi też mam mieszczuchy)
Odpisz
12 października 2025, 23:35
@malinowy_kot: Widzę sporo dziur w twoim rozumowaniu:
-wielu donosicieli wcale nie było bogatszych od tych, na których donosili - wręcz przeciwnie, często robili to w nadziei na uszczknięcie czegoś dla siebie, i bywało że nawet tak się działo, a wiele z tych donosów było ze zwyczajnej zawiści i podyktowanych syndromem niższości - choć, oczywiście, nie brakowało i depczących po palcach wspinających się wyżej, ale daleko nie zawsze to szlachcice tak robili, nie trzeba tytułu żeby być gnojem
-szlachta, przynajmniej polska, dzieliła się na klasy - magnaci, o których pewnie myślisz, zagrodowa - posiadających majątki ziemskie z których mogli się utrzymać, ale bez fajerwerków jak ci pierwsi, i golce ("gołota"), którzy od chłopów różnili się tylko tytułem, a bywało że więcej niż jedna rodzina "miała" jedną chłopską zagrodę (jeśli w ogóle jakąś mieli), z której dochody stawiały ją na niższym poziomie życia niż owych chłopów - jeśli oglądałaś/czytałaś "Ogniem i mieczem", Rzędzian był w zasadzie golcem, i po prostu musiał służyć, jeśli sam nie chciał biedować
-"bogate ciule" za PRLu (i imo później) to goście którzy nachapali się w trakcie zabierania majątków - tego czego nie wywieźli wcześniej Niemcy, na wysiudywaniu rolników z ich własnej ziemi przerabianej na PGRy, w skrócie na wszelkich możliwych przekrętach; ktokolwiek ze szlachty do tego momentu dożył z jakimkowiek majątkiem, a nie było ich wielu, miał szczęście jeśli tylko został pozbawiony tegoż bez tracenia i życia. Kojarzysz może hasła komunistyczne o zabieraniu burżujom? Na tym etapie wśród bogatych szlachta to był niewielki procent. Zagrabione mienie posłużyło co chytrzejszym i bardziej bezwzględnym z grabiących, wśród których, zapewniam, było wielu donosicieli i konfidentów, których tak nie lubisz, do stania się tymi właśnie bogatymi ciulami
-mieszczuchy, to lekceważące określenie na ludzi mieszkających w miastach; nie jestem pewna dlaczego w twoim słowniku określa osoby z przerostem ego, czy też, ponownie, z syndromem niższości, cierpiące przez postrzegane przez siebie braki dopóki przez moment nie znajdą kogoś, kogo mogą zgnoić; znam sporo osób zarówno z miast, jak i ze wsi, i zapewniam że wśród obu grup znajdą się i tacy, i osoby dla których liczy się wyłącznie czy ktoś jest dobrym człowiekiem, a zawartość jego portfela mają głęboko w... poważaniu
Odpisz
10 października 2025, 12:05
Szef partii to szlachta jakby nie patrzeć
Odpisz