Nie ma na domówkach piękniejszego miejsca niż kuchnia. Salon? Biją z głośnika basy i rodzina sopranów, przejść po dywanie nie można, bo nalot ludzi na nim, a drinki leją się szklankami i jungle girl, ktoś zezgonował i się rozkłada na kanapie razem z wątrobą istna wojna i pokój dzienny. Balkon / taras / ogródek? Ktoś pali szluge albo się do dalszego picia, chłop trzeźwieje na świeżym powietrzu, bo się już z doktora Jekylla zmienił w mistera Aldehyde’a i tylko ktoś drze się, żeby zamknąć drzwi, bo wpuszcza zimno. Łazienka? Gówno się dzieje, ale za to kuchnia… Wieczna mentalna czwarta nad ranem w maju. W czajniku robota wrze, myślałby kto, że rodem z Manhattanu. Dwie osoby o tym samym hobby od godziny siedzą i dyskutują o analogach, druku 3D czy też francuskiej nowej fali. Syn zmarnotrawiony godziną tańca przychodzi po popitę i odpoczywa bezczelnie oparty czołem o lodówkę. Ludzie stoją przy drzwiach i gadają, po ile będzie wacha, kim jesteśmy, skąd przychodzimy, dokąd zmierzamy i czy k...y spadną do pierwszej ligi. Uchylone okno wpuszcza północne powietrze, ktoś buszuje w przekąskach, ktoś sprawdza, ile ma już procent i promili. Nie ma wczoraj, nie ma jutro, jest tylko powoli już senne, jazzowe dziś, karuzela i rzeźnia, paysage idéal, hipokryzja finezji, na amnezję fantazja, dzień za dniem zmartwychwstanie, msza, pokuta i bal..
Komentarze
Odśwież3 października 2023, 16:58
Nie ma na domówkach piękniejszego miejsca niż kuchnia. Salon? Biją z głośnika basy i rodzina sopranów, przejść po dywanie nie można, bo nalot ludzi na nim, a drinki leją się szklankami i jungle girl, ktoś zezgonował i się rozkłada na kanapie razem z wątrobą istna wojna i pokój dzienny. Balkon / taras / ogródek? Ktoś pali szluge albo się do dalszego picia, chłop trzeźwieje na świeżym powietrzu, bo się już z doktora Jekylla zmienił w mistera Aldehyde’a i tylko ktoś drze się, żeby zamknąć drzwi, bo wpuszcza zimno. Łazienka? Gówno się dzieje, ale za to kuchnia… Wieczna mentalna czwarta nad ranem w maju. W czajniku robota wrze, myślałby kto, że rodem z Manhattanu. Dwie osoby o tym samym hobby od godziny siedzą i dyskutują o analogach, druku 3D czy też francuskiej nowej fali. Syn zmarnotrawiony godziną tańca przychodzi po popitę i odpoczywa bezczelnie oparty czołem o lodówkę. Ludzie stoją przy drzwiach i gadają, po ile będzie wacha, kim jesteśmy, skąd przychodzimy, dokąd zmierzamy i czy k...y spadną do pierwszej ligi. Uchylone okno wpuszcza północne powietrze, ktoś buszuje w przekąskach, ktoś sprawdza, ile ma już procent i promili. Nie ma wczoraj, nie ma jutro, jest tylko powoli już senne, jazzowe dziś, karuzela i rzeźnia, paysage idéal, hipokryzja finezji, na amnezję fantazja, dzień za dniem zmartwychwstanie, msza, pokuta i bal..
Odpisz
3 października 2023, 17:38
@DiKarpio: ja zawsze podrywałem gospodynię
Odpisz
3 października 2023, 15:54
Ktoś musi stać na straży i dostarczać żarcie, taka rola męczenników.
Odpisz