Mój stary jest ogólnie bardzo rozsądnym gościem. No chyba, że chodzi o przetwory owocowe. Od kiedy przeszedł na rentę, znaczną część swojego życia podporządkował robieniu dżemów, powideł, kompotów, konfitur i marmolad. Niektórzy zbierają znaczki, niektórzy wędkują, a on napi*rdala słoiczki w ilościach hurtowych. Wszędzie gdzie tylko się dało posadził jakieś krzewy i drzewa owocowe, nawet u dziadków na wsi, 25km od nas, dokąd zresztą jeździ prawie codziennie doglądać jak rosną. Cała piwnica jest zaj*bana słoiczkami. Nie mówię, że mi z tym źle bo lubię sobie opi*rdolić kanapkę z dżemem albo marmoladą. Jednak to co on czasem odpi*rdala to wykracza poza granicę normalności...
Ostatnio siedzimy w domu i oglądamy jakiś film w telewizji. Właściwie to on ogląda bo ja drzemię po pracy (studenciak here, dorabiam wakacyjnie na magazynie). Wpada w pewnym momencie sąsiadka i od progu drze ryja
“JANEK CUKIER W EKO PO DWA ZŁOTE”.
Stary aż podskoczył. ”To pewne?”
“Czekaj, zadzwonię.” Kobieta dzwoni do sklepu i potwierdza cenę. Starego widziałem tak nabuzowanego ostatnim razem jak sobie nowe wiertła kupił.
“Co młody, pojedziemy po kilka kilo cukru?” Nie wiem po ch*j on się mnie pyta skoro decyzja została podjęta już w momencie kiedy usłyszał potwierdzenie, że faktycznie jest po dwójce za kilogram. Pakujemy się w samochód, łącznie z sąsiadką, która też chce się zaopatrzyć w cukier. Parkujemy pod Eko, pod samym plakatem z promocjami. Na plakacie czteropak Harnasia po 8,99 i kilogram cukru po 1,99. Stary podjarany, mówi że całkiem zapomniał i jeszcze musimy zahaczyć o bank. To pewnie z podekscytowania. Wycofaliśmy i podjechaliśmy pod lokalny oddział jakiegoś Pekao czy innego Millenium. Ja już wiedziałem, że to będzie ku*wa katastrofa. Poczłapał tam i wrócił po 20 minutach. Lekko podku*wiony, ale dumnie trzyma plik dwudziestozłotówek gruby na kilka centymetrów. Pewnie nie chcieli mu tak rozmienić, ale ch*j. Wracamy pod Eko. Wysiadamy, stary mi rzuca drobne, mówi “weź dwa wózki“. O ku*wa, będzie jeszcze gorzej niż myślałem. Wjeżdżamy do sklepu. Zaraz za bramką stoją palety z cukrem. Staremu oczy lśnią w blasku jarzeniówek. Jakby j*bany zobaczył bramy raju. Mieliśmy szczęście i jakimś cudem nie było jeszcze ludzi bo byłaby napi*rdalanka jak o karpia w Lidlu przed wigilią. Na cukrach stoi taki stojaczek z tabliczką “cukier biały, cukropol januszex 1kg 1,99”, a poniżej dopisek “10 kg na osobę”. Tylko to doczytałem to ryknąłem śmiechem, patrze na ojca, ch*j zbladł momentalnie. Ciekawe co teraz wykombinuje. Patrzy na mnie z grobową powagą. “Pakuj po 10, będziemy robić okrążenia”. Żenadłem w ch*j, tak jak nigdy wcześniej w życiu. No ale co ku*wa, chce się dżemiki opi*rdalać to trzeba się czasem poświęcić. Wrzuciłem staremu 10, sobie też (bo jak już mówiłem, stary jest na rencie i jest, hmm, no stary, dlatego nie jest tak sprawny jak kiedyś), czuję się jakbym wcale z roboty nie wyszedł. Jedziemy do kasy, wszystko fajnie. Skasowane, zapłacone.
@Anantashesha: Podjeżdżamy pod samochód wózkami, stary otwiera bagażnik swojego Paseratti w wersji combi. Załadowane 20 kg, jedziemy dalej.
Zrobiliśmy jeszcze tak kilka okrążeń i w starym coś pękło. Wku*wił się jak Stonoga po wyborach i mówi do mnie: “Ładuj mi ile wlezie! I sobie też!” W sumie to bardziej mi odpowiada niż tak dymać w kółko jak mały samochodzik. Jeden wózek prawie załadowany, a baba ze stoiska z mięsem przyczaiła co odpi*rdalamy i się drze “PANIE, CO PAN?! PO CO PANU TYLE CUKRU?!” Stary odpalony jak 150 bo nikt ku*wa nie ma prawa stawać między nim a dżemikami: “PANI KU*WA! JA PÓŁ TONY BORÓWKI MAM, 100 KILO PORZECZKI, 600 KILO BRZOSKWIŃ I 300 KILO GRUSZEK W TYM TYGODNIU MUSZĘ JESZCZE ZROBIĆ! PANI MYŚLI ŻE CO JA, HERBATĘ K...A SŁODZĘ?!” Tak oto zakończył tę dysputę, a my z 160kg cukru jedziemy do kasy. “Panie Janku, ja Pana błagam…” Ale stary nawet jej nie słuchał, on miał plan. Widziałem to po nim. “Pani Halinko, zrobimy tak, widzę, że Pani ma tutaj kilówkę, to będzie Pani po kolei kasować każdą dziesiątkę, a my po kolei za każdą będziemy płacić. Ludzi w kolejce nie ma, to możemy postać”. Widzę, że jej się to nie podoba, ale nasz klient nasz Pan, ku*wa czy coś takiego. Stoję z wózkiem wypchanym cukrem po brzegi i czuję, że cierpnę ze wstydu. Zapadłbym się ku*wa pod ziemię jakby mnie ktoś znajomy zobaczył. Na szczęście stary sprawnie płaci 19,90 za każdą dziesiątkę. Pik, klik, 20 dla pani, 10 groszy dla pana, pik klik, 20 dla pani, 10 groszy dla pana i tak w kółko ku*wa mać. Ale wreszcie skasowane, zawiezione i załadowane. Tyle że to jeszcze nie koniec bo w bagażniku jest jeszcze miejsce. Stary robi dokładne obliczenia, do bagażnika wejdzie jeszcze 220 kg, a jakbyśmy tak jeszcze złożyli siedzenia to jeszcze jakoś koło 460 kg. Ja pi*rdolę, czemu ku*wa przyczepki nie wziąłeś? Cieszę się, że nie powiedziałem tego głośno, bo jestem pewien, że zabrałby się i pojechał po tą j*baną przyczepkę. W międzyczasie jacyś ludzie też wbijali na zakupy, brali przy okazji cukier, ale normalnie, nie w ilościach takich jak stary.
@Anantashesha: Jak on widział, że ktoś z palet podbiera to prawie białej gorączki ku*wa dostawał, bo mu nie wystarczy ku*wa, za mało cukru ma jeszcze. Wtedy w samochodzie mieliśmy ku*wa spokojnie pół tony. Kolejne okrążenia z cukrem po sklepie, znowu wózki zaj*bane cukrem ile wlezie. Znowu stanie przy kasie, pik, klik, 20 złotych dla pani, 10 groszy dla pana, ja j*bię! W końcu, wreszcie ten festiwal spi*rdolenia ma się ku końcowi. Samochód zapakowany po sam sufit. Stary przepuścił tego dnia blisko 3000 zł. Kupił jakoś półtorej tony, PÓŁTOREJ KU*WA TONY J*BANEGO CUKRU. Sąsiadka wzięła tylko 20kg. Stary ją wyśmiał. Skończyło się na tym, że wyciągnął przednie siedzenie i tam też wpi*rdolił cukier. Tym sposobem ani dla mnie, ani dla sąsiadki nie było już miejsca w samochodzie i zmuszeni byliśmy zapi*rdalać na nogach przez 3,5 kilometra. Kobieta targa 20 kg cukru, a ja przedni fotel z Passata, który z resztą ledwo jechał z takim obciążeniem. Najlepsza jednak ze wszystkiego była zadowolona mina mojego starego, cukrowego barona, kiedy odjeżdżał dumnie wiedząc, że dzisiaj to on jest górą, że to on wygrał z systemem i wszystkimi ch*jkami, które tym cukrem miałyby słodzić herbatę.
HERBATĘ KU*WA!
Już rozumiem co zrobił tego dnia mój stary. Stworzył cud którego każda kropla jest jak ambrozja dla podniebienia. Co ja mówię ambrozja to przy tym nic. Już zacząłem się rozglądać za niewielkim dostawczakiem za rok zajadę prosto na hurtownie po cukier dla mojego starego. Nic nie może rozpraszać mojego starego gdy robi dżemy nawet kwestia cukru. Cukier dostanie ode mnie by mieć dostęp do chociaż kropli więcej tego pokarmu bogów. Choć może i oni zazdroszczą tego co potrafi zrobić mój stary.
@Landark: Mój stary nie jest fanatykiem niczego. W całym mieszkaniu dużo miejsca. Jesteśmy taką normalną rodziną, że nawet w szpitalu nigdy nie byłem, bo nie przydarzają mi się żadne wypadki.
Mój ojciec nie czyta żadnych tygodników ani gazet. Nie interesuje go też internet, próbowałem pokazać mu ciekawe fora, ale zupełnie je zignorował.
Jak jest ciepło to siedzi w domu i nic nie robi. Całe życie w każdą niedzielę jemy typowy polski obiad, a ojciec mówi o zaletach jedzenia normalnych posiłków. Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień mówił że to dzięki temu, że jemy proste polskie posiłki i dzięki temu jestem normalny.
Kiedy przychodzi do nas jego kolega Mirek, to nigdy nie hałasują i nikogo nie budzą w nocy. Przy jedzeniu ojciec nigdy nic nie mówi i w ogóle się nie denerwuje. Nie czyta też żadnych książek ani nie je bigosu na uspokojenie, bo zawsze jest oazą spokoju.
W tym roku postanowił nie kupować sobie nic na święta, bo stwierdził, że niczego nie potrzebuje. Ubrał się w odświętny strój i siedział z całą rodziną w dużym pokoju. Obiad (karpia) też w nim zjadł.
Gdyby mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich ludzi w polsce to bym im nic nie zrobił.
Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary kupił mi prezent, ale nie w drodze wyjątku, bo zawsze tak robi. To był super prezent.
Wspomniałem, że ojciec ma kolegę Mirka, z którym nigdy nie robią niczego konkretnego. Kiedyś towarzyszem ojca był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce bez napisów. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny Zbysio przyszedł na hehe kielicha. Pili wódkę i nic nie mówili.
Mój stary nie ma żadnych arcywrogów. Najlepszym przyjacielem ojca jest niejaki Pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem dobra i ojciec od wielu lat się z nim przyjaźni. Raz poszedł na jakieś zebranie wędkarskie gdzie występował Adam i stary wrócił do domu bardzo zadowolony, bo wszyscy go chwalili że tak kulturalnie się zachowywał.
Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że chce sobie coś kupić, ale w końcu stwierdził że za drogo wyjdzie i nic nie kupił.
A potem cyyyyk zapomina które są które i co jakiś czas trzeba wy.....@lać cały słoik. A i tak nikt tego nie wpierdziela bo za dużo a gości wodą częstuje i to wszystko aby zajmuje miejsce.
Komentarze
Odśwież6 lipca 2024, 11:04
Mój stary jest ogólnie bardzo rozsądnym gościem. No chyba, że chodzi o przetwory owocowe. Od kiedy przeszedł na rentę, znaczną część swojego życia podporządkował robieniu dżemów, powideł, kompotów, konfitur i marmolad. Niektórzy zbierają znaczki, niektórzy wędkują, a on napi*rdala słoiczki w ilościach hurtowych. Wszędzie gdzie tylko się dało posadził jakieś krzewy i drzewa owocowe, nawet u dziadków na wsi, 25km od nas, dokąd zresztą jeździ prawie codziennie doglądać jak rosną. Cała piwnica jest zaj*bana słoiczkami. Nie mówię, że mi z tym źle bo lubię sobie opi*rdolić kanapkę z dżemem albo marmoladą. Jednak to co on czasem odpi*rdala to wykracza poza granicę normalności...
Ostatnio siedzimy w domu i oglądamy jakiś film w telewizji. Właściwie to on ogląda bo ja drzemię po pracy (studenciak here, dorabiam wakacyjnie na magazynie). Wpada w pewnym momencie sąsiadka i od progu drze ryja
“JANEK CUKIER W EKO PO DWA ZŁOTE”.
Stary aż podskoczył. ”To pewne?”
“Czekaj, zadzwonię.” Kobieta dzwoni do sklepu i potwierdza cenę. Starego widziałem tak nabuzowanego ostatnim razem jak sobie nowe wiertła kupił.
“Co młody, pojedziemy po kilka kilo cukru?” Nie wiem po ch*j on się mnie pyta skoro decyzja została podjęta już w momencie kiedy usłyszał potwierdzenie, że faktycznie jest po dwójce za kilogram. Pakujemy się w samochód, łącznie z sąsiadką, która też chce się zaopatrzyć w cukier. Parkujemy pod Eko, pod samym plakatem z promocjami. Na plakacie czteropak Harnasia po 8,99 i kilogram cukru po 1,99. Stary podjarany, mówi że całkiem zapomniał i jeszcze musimy zahaczyć o bank. To pewnie z podekscytowania. Wycofaliśmy i podjechaliśmy pod lokalny oddział jakiegoś Pekao czy innego Millenium. Ja już wiedziałem, że to będzie ku*wa katastrofa. Poczłapał tam i wrócił po 20 minutach. Lekko podku*wiony, ale dumnie trzyma plik dwudziestozłotówek gruby na kilka centymetrów. Pewnie nie chcieli mu tak rozmienić, ale ch*j. Wracamy pod Eko. Wysiadamy, stary mi rzuca drobne, mówi “weź dwa wózki“. O ku*wa, będzie jeszcze gorzej niż myślałem. Wjeżdżamy do sklepu. Zaraz za bramką stoją palety z cukrem. Staremu oczy lśnią w blasku jarzeniówek. Jakby j*bany zobaczył bramy raju. Mieliśmy szczęście i jakimś cudem nie było jeszcze ludzi bo byłaby napi*rdalanka jak o karpia w Lidlu przed wigilią. Na cukrach stoi taki stojaczek z tabliczką “cukier biały, cukropol januszex 1kg 1,99”, a poniżej dopisek “10 kg na osobę”. Tylko to doczytałem to ryknąłem śmiechem, patrze na ojca, ch*j zbladł momentalnie. Ciekawe co teraz wykombinuje. Patrzy na mnie z grobową powagą. “Pakuj po 10, będziemy robić okrążenia”. Żenadłem w ch*j, tak jak nigdy wcześniej w życiu. No ale co ku*wa, chce się dżemiki opi*rdalać to trzeba się czasem poświęcić. Wrzuciłem staremu 10, sobie też (bo jak już mówiłem, stary jest na rencie i jest, hmm, no stary, dlatego nie jest tak sprawny jak kiedyś), czuję się jakbym wcale z roboty nie wyszedł. Jedziemy do kasy, wszystko fajnie. Skasowane, zapłacone.
Odpisz
Edytowano - 6 lipca 2024, 11:04
@Anantashesha: Podjeżdżamy pod samochód wózkami, stary otwiera bagażnik swojego Paseratti w wersji combi. Załadowane 20 kg, jedziemy dalej.
Zrobiliśmy jeszcze tak kilka okrążeń i w starym coś pękło. Wku*wił się jak Stonoga po wyborach i mówi do mnie: “Ładuj mi ile wlezie! I sobie też!” W sumie to bardziej mi odpowiada niż tak dymać w kółko jak mały samochodzik. Jeden wózek prawie załadowany, a baba ze stoiska z mięsem przyczaiła co odpi*rdalamy i się drze “PANIE, CO PAN?! PO CO PANU TYLE CUKRU?!” Stary odpalony jak 150 bo nikt ku*wa nie ma prawa stawać między nim a dżemikami: “PANI KU*WA! JA PÓŁ TONY BORÓWKI MAM, 100 KILO PORZECZKI, 600 KILO BRZOSKWIŃ I 300 KILO GRUSZEK W TYM TYGODNIU MUSZĘ JESZCZE ZROBIĆ! PANI MYŚLI ŻE CO JA, HERBATĘ K...A SŁODZĘ?!” Tak oto zakończył tę dysputę, a my z 160kg cukru jedziemy do kasy. “Panie Janku, ja Pana błagam…” Ale stary nawet jej nie słuchał, on miał plan. Widziałem to po nim. “Pani Halinko, zrobimy tak, widzę, że Pani ma tutaj kilówkę, to będzie Pani po kolei kasować każdą dziesiątkę, a my po kolei za każdą będziemy płacić. Ludzi w kolejce nie ma, to możemy postać”. Widzę, że jej się to nie podoba, ale nasz klient nasz Pan, ku*wa czy coś takiego. Stoję z wózkiem wypchanym cukrem po brzegi i czuję, że cierpnę ze wstydu. Zapadłbym się ku*wa pod ziemię jakby mnie ktoś znajomy zobaczył. Na szczęście stary sprawnie płaci 19,90 za każdą dziesiątkę. Pik, klik, 20 dla pani, 10 groszy dla pana, pik klik, 20 dla pani, 10 groszy dla pana i tak w kółko ku*wa mać. Ale wreszcie skasowane, zawiezione i załadowane. Tyle że to jeszcze nie koniec bo w bagażniku jest jeszcze miejsce. Stary robi dokładne obliczenia, do bagażnika wejdzie jeszcze 220 kg, a jakbyśmy tak jeszcze złożyli siedzenia to jeszcze jakoś koło 460 kg. Ja pi*rdolę, czemu ku*wa przyczepki nie wziąłeś? Cieszę się, że nie powiedziałem tego głośno, bo jestem pewien, że zabrałby się i pojechał po tą j*baną przyczepkę. W międzyczasie jacyś ludzie też wbijali na zakupy, brali przy okazji cukier, ale normalnie, nie w ilościach takich jak stary.
Odpisz
6 lipca 2024, 11:05
@Anantashesha: Jak on widział, że ktoś z palet podbiera to prawie białej gorączki ku*wa dostawał, bo mu nie wystarczy ku*wa, za mało cukru ma jeszcze. Wtedy w samochodzie mieliśmy ku*wa spokojnie pół tony. Kolejne okrążenia z cukrem po sklepie, znowu wózki zaj*bane cukrem ile wlezie. Znowu stanie przy kasie, pik, klik, 20 złotych dla pani, 10 groszy dla pana, ja j*bię! W końcu, wreszcie ten festiwal spi*rdolenia ma się ku końcowi. Samochód zapakowany po sam sufit. Stary przepuścił tego dnia blisko 3000 zł. Kupił jakoś półtorej tony, PÓŁTOREJ KU*WA TONY J*BANEGO CUKRU. Sąsiadka wzięła tylko 20kg. Stary ją wyśmiał. Skończyło się na tym, że wyciągnął przednie siedzenie i tam też wpi*rdolił cukier. Tym sposobem ani dla mnie, ani dla sąsiadki nie było już miejsca w samochodzie i zmuszeni byliśmy zapi*rdalać na nogach przez 3,5 kilometra. Kobieta targa 20 kg cukru, a ja przedni fotel z Passata, który z resztą ledwo jechał z takim obciążeniem. Najlepsza jednak ze wszystkiego była zadowolona mina mojego starego, cukrowego barona, kiedy odjeżdżał dumnie wiedząc, że dzisiaj to on jest górą, że to on wygrał z systemem i wszystkimi ch*jkami, które tym cukrem miałyby słodzić herbatę.
HERBATĘ KU*WA!
Odpisz
6 lipca 2024, 11:18
@Anantashesha: Byliście z tym u specjalisty?
Odpisz
6 lipca 2024, 11:24
@DHF1232: Powiedział że dla starego nie ma ratunku.
Odpisz
6 lipca 2024, 13:49
@Anantashesha: Przynajmniej dżemiki były dobre.
Już rozumiem co zrobił tego dnia mój stary. Stworzył cud którego każda kropla jest jak ambrozja dla podniebienia. Co ja mówię ambrozja to przy tym nic. Już zacząłem się rozglądać za niewielkim dostawczakiem za rok zajadę prosto na hurtownie po cukier dla mojego starego. Nic nie może rozpraszać mojego starego gdy robi dżemy nawet kwestia cukru. Cukier dostanie ode mnie by mieć dostęp do chociaż kropli więcej tego pokarmu bogów. Choć może i oni zazdroszczą tego co potrafi zrobić mój stary.
Odpisz
9 lipca 2024, 13:26
@Anantashesha: Mój stary to fanatyk przetworów...
Odpisz
9 lipca 2024, 14:53
@Landark: Mój stary nie jest fanatykiem niczego. W całym mieszkaniu dużo miejsca. Jesteśmy taką normalną rodziną, że nawet w szpitalu nigdy nie byłem, bo nie przydarzają mi się żadne wypadki.
Mój ojciec nie czyta żadnych tygodników ani gazet. Nie interesuje go też internet, próbowałem pokazać mu ciekawe fora, ale zupełnie je zignorował.
Jak jest ciepło to siedzi w domu i nic nie robi. Całe życie w każdą niedzielę jemy typowy polski obiad, a ojciec mówi o zaletach jedzenia normalnych posiłków. Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień mówił że to dzięki temu, że jemy proste polskie posiłki i dzięki temu jestem normalny.
Kiedy przychodzi do nas jego kolega Mirek, to nigdy nie hałasują i nikogo nie budzą w nocy. Przy jedzeniu ojciec nigdy nic nie mówi i w ogóle się nie denerwuje. Nie czyta też żadnych książek ani nie je bigosu na uspokojenie, bo zawsze jest oazą spokoju.
W tym roku postanowił nie kupować sobie nic na święta, bo stwierdził, że niczego nie potrzebuje. Ubrał się w odświętny strój i siedział z całą rodziną w dużym pokoju. Obiad (karpia) też w nim zjadł.
Gdyby mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich ludzi w polsce to bym im nic nie zrobił.
Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary kupił mi prezent, ale nie w drodze wyjątku, bo zawsze tak robi. To był super prezent.
Wspomniałem, że ojciec ma kolegę Mirka, z którym nigdy nie robią niczego konkretnego. Kiedyś towarzyszem ojca był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce bez napisów. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny Zbysio przyszedł na hehe kielicha. Pili wódkę i nic nie mówili.
Mój stary nie ma żadnych arcywrogów. Najlepszym przyjacielem ojca jest niejaki Pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem dobra i ojciec od wielu lat się z nim przyjaźni. Raz poszedł na jakieś zebranie wędkarskie gdzie występował Adam i stary wrócił do domu bardzo zadowolony, bo wszyscy go chwalili że tak kulturalnie się zachowywał.
Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że chce sobie coś kupić, ale w końcu stwierdził że za drogo wyjdzie i nic nie kupił.
Odpisz
6 lipca 2024, 11:30
Dżemik babuni the best! Sam muszę nauczyć się robić.
Odpisz
6 lipca 2024, 11:20
A potem cyyyyk zapomina które są które i co jakiś czas trzeba wy.....@lać cały słoik. A i tak nikt tego nie wpierdziela bo za dużo a gości wodą częstuje i to wszystko aby zajmuje miejsce.
Odpisz
6 lipca 2024, 10:29
Mafia drzemowa
Odpisz
5 lipca 2024, 18:58
Odpisz
5 lipca 2024, 14:41
potęga
Odpisz
5 lipca 2024, 13:38
ty będziesz miał bimber po dziadku
Odpisz
5 lipca 2024, 13:31
Synek ja ci mówię, jak to wszystko pie....nie
Odpisz
5 lipca 2024, 13:20
Based
Odpisz
5 lipca 2024, 13:19
Daj mnie jeszcze gdzieś do siedzenia i uszankę i jesteśmy kwita na życie.
Odpisz